Ława jamnik

Ława jamnik
22.01.2018
Tym razem przedstawiam Wam zgrabną ławę zwaną ‘jamnikiem’ z lat 70′. 
Do momentu finalizacji zakupu myślałam, że szybko sobie z nią poradzę. No cóż…na podstawie zdjęć, zamieszczonych przez sprzedawcę widać było, że ktoś wcześniej próbował ją odnowić. Jak się potem okazało – z marnym skutkiem :/
Lakier chemoutwardzalny był kompletnie porysowany i mocno zmatowiony. Zapewne ten ‘ktoś’ myślał, że za pomocą szlifierki usunie go i wygładzi wszystko.  
 
Powierzchnia była tak mocno zniszczona, że nawet po zdjęciu lakieru były głębokie rysy i ubytki…
Pierwotnie, po dokładnym zeszlifowaniu blatu (poszła prawie połowa grubości forniru) przyciemniłam go bejcą w kolorze palisandru i zabezpieczyłam lakierem bezbarwnym.
Jednak dość duże ubytki, które uwidoczniły płytę wiórową, znajdującą się pod fornirem, nie dawały mi spokoju…Postanowiłam wszystko znowu zmatowić. 
Znalazłam fajny szablon w marokańską koniczynę, którą odwzorowałam na blacie. Niby fajnie to wyglądało, delikatny złoty wzór…który…jednak nie odciągnął uwagi od okropnych ubytków…ja to widziałam, więc kolejna opcja odpadła.
Wszystko przez to, że chciałam zachować fornir w naturalnym stanie. Nie można jak widać mieć wszystkiego.
 
Niestety, kolejne koncepcje, opierały się na jednolitym zamalowaniu powierzchni. Lakier biały, potem łososiowo-różowy z dodatkiem złotego na bokach. Ciągły niedosyt. Nawet nie ma się czym chwalić. Każdy może zamazać taki blat farbą, łatwizna.
Mieć taką piękną ławę i nie móc pochwalić się rysunkiem drewna na blacie, dla mnie porażka!
 
Tym razem zeskrobałam wszystko do golizny!
 
 Zrobiła się już tak gruba warstwa 
różnych lakierów i wypukłości, że szkoda mówić…Bez opalarki ani rusz.
W końcu nastąpiła ta chwila 🙂
Tak, to był ten moment! Ostateczna koncepcja!
Olśnienie, bez żadnych ‘ale’!
 
No to leciałam z koksem 🙂
Pomysł: jodełka w czterech kolorach (licząc odcień samego forniru)
Już na wstępie powiem Wam, że wolę układać ją na podłodze, z deseczek niż tworzyć taki wzór za pomocą taśmy…no koszmar.
Do tego użyłam jeszcze zwykłej, niebieskiej taśmy. Chociaż przemknęła mi przez myśl taśma firmy Tesa, którą wszyscy sobie chwalą (nie podcieka farba i w ogóle, że jest super). Jak na złość nie było takowej w okolicy, wiec musiałam sobie poradzić z tym, co miałam.
 Przez środek blatu wyznaczyłam linię prostą a potem zabawa z ‘paseczkami’. Na początku jedna strona, potem druga…
Oczywiście, mimo docinania taśmy pod kątem prostym, za choinkę druga strona nie chciała się dopasować…taśma, jak to taśma, elastyczna, trochę się wyginała, wybrzuszała…ale jakoś mi się udało, heh 🙂 
Potem kolory…
Zasada jest taka: mało farby, kilka warstw. Zapobiega to podciekaniu lakieru pod taśmę. Dodatkowo, jeśli widzimy jakieś delikatne szparki między paskami taśmy (a takie zawsze są) też je zabezpieczamy, bo wzór może się nam rozjechać.
Czekamy do całkowitego wyschnięcia, kolejno zaklejamy warstwy już pomalowane i tak samo jak wcześniej, znów nakładamy cienkie warstwy farby na następne części. 

 

Do malowania zawsze używam wałka flokowego, najlepiej dwóch, bo zawsze istnieje ryzyko pomieszania się kolorów.
 🙂
Gdy uporałam się już ze wszystkim, delikatnie zrywałam pasek po pasku…i tu chwila prawdy!
Praktycznie się udało 🙂 Drobne zacieki, zamalowałam cieniutkim pędzlem a te widoczne na fornirze – zdrapałam.
Całość zabezpieczyłam bezbarwnym satynowym lakierem akrylowym.
Ława stała dwa dni odłogiem, żeby lakier się utwardził a potem to już hulaj dusza, hehe:)

 

 

 

 

I jak Wam się podoba??
Kolejnej metamorfozy nie przewiduję!!!

Please follow and like us:
error

0 Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *